Pióra nastroszone
Droga Emilii, wczoraj przywieźli węgiel na opał
i jest już cieplej. Za oknem mamy późny listopad,
więc nic dziwnego, że marzną stopy, drętwieją
koniuszki palców, gdy wychodzę na zewnątrz.
W sadzie opuszczone gniazda szpaków.
Samotnie jem śniadanie, dużo przy tym czytam.
Otrzepuję pióra z kurzu.
Nazbierało się tego przez lata.
Kiedyś, każdym z nich, napiszę do ciebie oddzielny list.
Opowiem, jak trudno tu żyć w pojedynkę.
i jest już cieplej. Za oknem mamy późny listopad,
więc nic dziwnego, że marzną stopy, drętwieją
koniuszki palców, gdy wychodzę na zewnątrz.
W sadzie opuszczone gniazda szpaków.
Samotnie jem śniadanie, dużo przy tym czytam.
Otrzepuję pióra z kurzu.
Nazbierało się tego przez lata.
Kiedyś, każdym z nich, napiszę do ciebie oddzielny list.
Opowiem, jak trudno tu żyć w pojedynkę.



Komentarze (0)
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się